Bezbronna zbrojeniówka

Nie jesteśmy ani najnowocześniejsi, ani najtańsi. Brakuje politycznego wsparcia, kooperacji… Czy polski przemysł obronny może konkurować na globalnym rynku, jednocześnie zaspokajając potrzeby rodzimej armii?
Izba zwraca się do organów rządu i parlamentu z prośbą o uruchomienie procesów ratujących polski przemysł obronny i lotniczy. Rozwiązania systemowe związane z restrukturyzacją i prywatyzacją przemysłu muszą uwzględniać również sektor przemysłu obronnego i lotniczego. Brak tych działań ze strony administracji państwowej postawił większość przedsiębiorstw tego sektora na skraju bankructwa.

Ten cytat to stanowisko Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju. Dokument powstał przed dwunastu laty. Można odnieść wrażenie, że od tego czasu nic się nie zmieniło, a branża nadal ma te same gigantyczne problemy. W wielu krajach firmy zbrojeniowe gwarantują duże przychody z eksportu i dają zatrudnienie dziesiątkom tysięcy osób. Polska zbrojeniówka od lat walczy o przetrwanie. Czy to wina samej branży, czy może zwyczajnie nie stać nas na utrzymywanie licznych firm zbrojeniowych, które nie potrafą skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych?

Tyłem do kraba?

– Ten rok dla branży może być jeszcze trudniejszy niż ubiegły. Co prawda wieści się, że kryzys się już skończył, ale nie dotyczy to naszej branży – ostrzega Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju. – Mamy kryzys w branży zbrojeniowej. Z powodu zmniejszenia przychodów do budżetu tnie się wydatki, mniejsze są również zdolności finansowe MON. Ten rok zapowiada się dla sektora ciężko.

Kułakowski nie ukrywa, że przynajmniej części problemów udałoby się uniknąć, prowadząc lepszą politykę. Czyli taką, którą rządzi wieloletnia strategia, a nie chwiejna koniunktura trwająca najdłużej jedną rządową kadencję.

– Brakuje strategii dla branży zbrojeniowej. Ona jest konieczna, aby firmy mogły nie tylko realizować już istniejące programy, ale także myśleć o nowych – przekonuje Kułakowski. – Dam przykład: kilka lat temu rozpoczynano program Krab (dotyczy artylerii), później zawieszono go, a teraz ponownie się uruchamia. To oznacza dodatkowe koszta. A tak nie powinno być. Bez stabilnej polityki nie da się rozwijać branży zbrojeniowej.

Program Krab jest dobrym przykładem, do czego może doprowadzić przeciąganie się procedur, zmiany założeń i koncepcji. Prace nad tym programem rozpoczęły się przed ponad 15 laty.

W 1994 roku decydenci postanowili, że nasza armia ma mieć nowoczesny system samobieżnej artylerii lufowej oraz że powinna to być broń kalibru 155 mm, stosowanego w państwach NATO. W kolejnych latach trwały prace badawcze. Na początku minionej dekady wydawało się, że cały projekt polegnie – brakowało pieniędzy. Dopiero nieoczekiwane zainteresowanie projektem przez Indie pozwoliło go ocalić – choć nie zakończyło się kontraktem.

Ostatecznie po 15 latach w październiku ubiegłego roku minister obrony Bogdan Klich ogłosił kilkanaście głównych programów modernizacyjnych dla Wojska Polskiego. Wśród nich znalazł się i Krab. Nasze wojsko ma docelowo otrzymać 48 jednostek tego sprzętu. Jednak tak długotrwałe przeciąganie realizacji programu z pewnością spowodowało wzrost jego kosztów.

Aby być sprawiedliwym, trzeba jednak dodać, że nie jest to wyłącznie nasza specjalność. Na przykład ponad dekadę trwające prace nad amerykańskim bojowym wozem piechoty Bradley pochłonęły kilkakrotnie więcej pieniędzy niż planowano. Ostatni przykład to historia transportowego Airbusa A400M. Pomimo wydania miliardów euro, nie wiadomo w ogóle, czy maszyna wejdzie kiedykolwiek do użycia.

W ubiegłym roku według wstępnych szacunków wartość sprzedanego poza granicami kraju uzbrojenia była dziewięć razy niższa od importu.

– Nasz deficyt rośnie. Brak polityki długofalowej, branża jest w trudnej sytuacji, nie inwestuje w nowe produkty. To wszystko powoduje, że deficyt rośnie – mówi nam Sławomir Kułakowski, prezes PIPnROK.

Według wstępnych szacunków, Polska sprzedała w 2008 roku broń wartości zaledwie 96 mln dolarów. W tym samym czasie zakupiła sprzęt za około 611 mln.

Tymczasem eksport broni dla wielu krajów to bardzo lukratywne zajęcie. Na przykład Rosoboroneksport (centrala eksportująca broń z rosyjskich zakładów) ma do 2012 r. zamówienia na ponad 21 mld dol. To oznacza gwarancja, że kilkaset rosyjskich firm z branży obronnej będzie miało co robić i że ich pracownicy będą dostawać pensje.

Jeszcze większe kwoty na eksporcie broni zarabiają Amerykanie. Szacuje się, że ich udział w światowym handlu bronią sięga prawie 50 proc.

Dlaczego my nie potrafmy eksportować broni?

– Na rynku dominują dwie grupy odbiorców – mówi Piotr Cieślewicz, zajmujący się handlem zagranicznym, a w przeszłości związany z jedną z naszych firm zbrojeniowych. – Pierwsza grupa to ci, co mają duże pieniądze. Stać ich na zakupy za miliardy dolarów. A zatem poszukują najnowszego sprzętu. W tej grupie są kraje arabskie i niektóre państwa Azji. Skoro nasza zbrojeniówka nie wytwarza najnowszych rodzajów broni, może adresować swoje produkty do drugiej grupy potencjalnych odbiorców. Do niej należą ci, którzy chcą kupić, ale jak najtaniej. Tam liczy się wyłącznie cena i wygrywają głównie Chińczycy, ale także Czesi i Rosjanie – wyjaśnia Cieślewicz. Jak zaznacza, kłopoty z konkurencją to największa nasza bolączka, druga to brak skutecznej strategii promocji i wspierania naszego przemysłu zbrojeniowego.

– Same firmy nie są w stanie zrobić pewnych rzeczy. Bez wspomagania na poziomie dyplomatycznym pewnych spraw się nie zrobi. A skoro czasem tej pomocy brakuje, nie dziwmy się, że jest widoczny spadek eksportu naszej produkcji zbrojeniowej – dodaje Cieślewicz.

W tych trudnych warunkach z planów eksportowych nie rezygnuje Grupa Bumar – największy krajowy producent zbrojeniowy, zatrudniający około 12 tys. osób.

– Najważniejsze są mniejsze i średnie kontrakty, bo to one dają najlepsze marże. Bumar w przeszłości miał za dużo sukcesów medialnych, a za mało ekonomicznych. Niemniej zabiegamy także

0 duże projekty, rozmawiamy z kontrahentami z kilku krajów – mówi prezes firmy Edward E. Nowak. Jak zaznacza, firma nadal będzie poszukiwała nowych rynków zbytu.

Budujemy nowy czołg

Być może sytuacja byłaby lepsza, gdyby nasz przemysł zbrojeniowy produkował nowocześniejsze wyroby. Jednak – podobnie jak w wielu innych branżach – z innowacjami w zbrojeniówce jest spory problem.

Zdaniem prezesa Kułakowskiego, mitem jest jednak twierdzenie, że branża ma się źle, bo nie jest innowacyjna. – Nie wszystkie rodzaje broni są na bardzo wysokim poziomie technologicznym. Istnieje także możliwość kooperacji. Jednak trudno o nią, gdy zakłady nie wiedzą, jak za chwilę zmienią się wymagania MON-u – dodaje Kułakowski.

Pozytywnym przykładem jest gliwicki Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych. Firma w przeszłości odnosiła sukcesy, obecnie jest dużo trudniej. Nie oznacza to jednak, że OBRUM stracił swój potencjał.

W tym roku (należący do Grupy Bumar) ośrodek rozpoczął prace nad prototypem lekkiego czołgu. Jak zapewnia prezes gliwickiej firmy Henryk Knapczyk, prototyp mógłby być gotowy już jesienią. Szef Bumaru nie ukrywa jednak, że to wciąż jedynie projekt badawczy.

– Gdyby było większe zainteresowanie ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej, projekt mógłby ostatecznie trafić do naszej armii – uważa Kułakowski.

Jednak sam fakt, że jesteśmy w stanie opracować nowy typ czołgu, stanowi dobre świadectwo możliwości technologicznych naszego przemysłu zbrojeniowego. Specjaliści podkreślają, że konieczne byłoby w produkcji używanie całych zespołów od zagranicznych kontrahentów, co jednak nie jest niczym niezwykłym przy wytwarzaniu tak złożonych produktów, jak współczesny pojazd bojowy. Nie ma bowiem co ukrywać, że o nowoczesności tego typu produktów decyduje elektronika, a tej na światowym poziomie jednak nie mamy.

Z drugiej strony polskie firmy zbrojeniowe potrafią także produkować nowoczesne wyposażenie, co stwarza możliwości kooperacji z dużymi firmami zbrojeniowymi. Przykładem może być spółka WB Elektronics z Ożarowa Mazowieckiego. Specjalizująca się w elektronice firma opracowała system łączności wewnętrznej. Wzbudził on zainteresowanie potentata na rynku elektroniki wojskowej amerykańskiego Harrisa. Było ono na tyle duże, że Amerykanie zdecydowali się kupić licencję.

Gdzie ten offset?

Pewną szansą na nowe technologie był offset związany z zakupem przez nasz kraj 48 samolotów myśliwskich F-16. Niestety, coś, co mogło wspomóc zakłady zbrojeniowe, okazało się, zdaniem NIK, która zbadała realizację zobowiązań offsetowych, w wielu przypadkach niewypałem. Wnioski pokontrolne są mało budujące.

Na przykład, jak ustaliła Izba, wystąpił przypadek niedokończenia realizacji zobowiązania, a w konsekwencji nieosiągnięcie wszystkich pierwotnie zakładanych efektów. Widoczne były także podejmowane przez offsetodawcę próby wywiązania się z realizacji zobowiązań ofestowych jak najmniejszym kosztem.

Zresztą NIK przyznaje, że nie zawsze wina była po stronie offsetodawcy. „Istotnymi barierami w efektywnym wykorzystaniu instrumentu offsetu, poza brakiem zabezpieczeń zawartych w umowach, mogą być także nieprzygotowanie offsetobiorcy do realizacji zobowiązań w terminach określonych w umowie” -czytamy w raporcie Izby.

Tamże stwierdzono też, że realizacji offsetowych zobowiązań towarzyszyła zła sytuacja ekonomiczno-finansowa offsetobiorcy, w tym w szczególności spółek sektora obronnego, mała wiedza i doświadczenie offsetobiorcy, a także jego bierność i oczekiwanie, że administracja rządowa zdoła na jego korzyść rozstrzygnąć wszystkie wątpliwe kwestie.

Czy więc skoro branży tak trudno odnaleźć się w rynkowej rzeczywistości, może trzeba pogodzić się z jej dalszą marginalizacją? To nie takie proste. Po pierwsze w branży tej i firmach towarzyszących pracuje ponad 20 tys. osób. Po drugie część produkcji zbrojeniowej jest konieczna do funkcjonowania nawet w czasach pokoju – np. amunicja, stroje ochronne itp. Po trzecie mając własną produkcję zbrojeniową, unikamy uzależnienia. Po czwarte posiadanie własnych zakładów zbrojeniowych to prestiż.

Zawiedzione nadzieje

Najnowsza historia polskiej zbrojeniówki obfituje w pomysły, które umierają, nie doczekawszy się realizacji. Brakuje pieniędzy, zdecydowania, strategii. Pozostaje wizja inżyniera i dużo dobrych chęci.

Korwety Gawron

Główną siłą uderzeniową naszej marynarki miało być siedem korwet wielozadaniowych. Zaprojektowane według koncepcji MEKO A-100 z niemieckiej stoczni Blohm und Voss okręty miały zasilać naszą flotę począwszy od czerwca 2005 roku. Jednak ze względu na braki pieniędzy wiadomo, że naszą flotę zasilą najwyżej trzy jednostki. Pierwsza z nich najwcześniej w 2012 roku.

PZL I-22 Iryda

W zamyśle projektantów samolot ten miał zastąpić szkolne „iskry”. Prace nad nim rozpoczęły się jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych. Pierwszy lot płatowca z silnikami PZL-5 odbył się w marcu 1985 roku. Projekt przechodził różnorakie koleje losu. Otrzymał zachodnie silniki i nową awionikę. W pierwszej połowie lat 90. samoloty były użytkowane przez cztery lata. Jeden egzemplarz jest wciąż zdolny do lotu, lecz nie posiada koniecznych certyfikatów.

PT-94 Goryl

Nowy czołg miał zastąpić starzejącego się Twardego. Po opracowaniu prototypów w pierwszej połowie ubiegłej dekady jak zwykle zabrakło środków na kontynuowanie badań. Pomysł odżył dopiero w ostatnich miesiącach. Być może stanie się podstawą do opracowania nowego czołgu przez gliwicki OBRUM.

System Loara

Przeciwlotniczy zestaw artyleryjski na podwoziu gąsienicowym miał niszczyć obiekty latające na bardzo małych, małych i średnich wysokościach. Opracowano dwa prototypy, które zbierały pozytywne oceny. Wojsko zestawu jednak nie kupiło, bo, zdaniem armii, był zbyt drogi. Nie pomogły tłumaczenia, że po wejściu do produkcji seryjnej zestaw będzie znacznie tańszy od prototypów.

PZL-230 Skorpion

W zamierzeniu pomysłodawców miał to być samolot pola walki, przystosowany do niszczenia broni pancernej. Krytykowano, że tak wąska specjalizacja oznaczać będzie małe zainteresowanie samolotem. Przygotowano… drewnianą makietę. Prace trwały, dopóki nie okazało się, że na kontynuowanie projektu nie będzie środków.

Ostatnie zapytania:

  • PIPnROK telefon
Przeczytaj poprzedni wpis:
Atomowy optymizm

Rozpoczęły się przygotowania do budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Trwa procedura wyboru lokalizacji, zmieniane są przepisy prawne, rozpoczęto proces kształcenia kadr dla elektrowni.Równolegle do trwających prac rządu nad "Programem polskiej...

Zamknij