Reklama też zobowiązuje

Jeden z naszych czytelników skarży się na postępowanie jednej z działających w Polsce firm kurierskich. – Firma nie dotrzymała warunków, które sama ogłosiła na swoich stronach internetowych. W dziale reklamacji powiedziano mi, że treść takiej strony do niczego nie zobowiązuje. Zostałem więc wprowadzony w błąd i narażony na straty. Czy rzeczywiście to, co firma napisze w serwisie internetowym i jak reklamuje się w innych źródłach, do niczego jej nie zobowiązuje? Moim zdaniem jest to oferta ze wszystkimi tego konsekwencjami – pisze czytelnik. Wbrew temu, co pisze czytelnik, propozycje zawarte na stronie internetowej na ogół nie będą stanowić oferty. Zgodnie bowiem z art. 71 kodeksu cywilnego ogłoszenia, reklamy, cenniki i inne informacje, skierowane do ogółu lub do poszczególnych osób, poczytuje się w razie wątpliwości nie za ofertę, lecz za zaproszenie do zawarcia umowy. Kodeks nie precyzuje, co rozumie pod pojęciem „wątpliwości”, co w naturalny sposób zachęca do maksymalnie szerokiej interpretacji. Nie sposób jednak uznać, że to, co przewoźnik umieścił na swojej stronie internetowej, do niczego go nie zobowiązuje. Czytelnik może przede wszystkim dowodzić, że właśnie przez wzgląd na informacje z Internetu zdecydował się na zawarcie umowy, która okazała się dlań niekorzystna. Sprawa taka prawdopodobnie znajdzie swój finał w sądzie. Niewykluczone jest też inne rozwiązanie. Do obrony jest teza, że umowa to nie tylko to, co napisano czarno na białym. Warto też pamiętać, że wprowadzająca w błąd reklama to czyn nieuczciwej konkurencji (art. 16 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji). Jeśli czytelnik jest przedsiębiorcą, to będzie mógł wystąpić o odszkodowanie także na tej podstawie. W rozumieniu art. 2 uznk przedsiębiorcami są osoby fizyczne, osoby prawne oraz jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej, które prowadząc, chociażby ubocznie, działalność zarobkową lub zawodową, uczestniczą w działalności gospodarczej. Raczej nie warto natomiast odstępować od umowy dlatego, że została ona zawarta pod wpływem błędu. Prawo pozwala na to, gdy to adresat oświadczenia woli wprowadza w błąd składającego to oświadczenie. Stronę internetową można z powodzeniem uznać za instrument takiego wprowadzenia w błąd. Przy odstąpieniu od umowy zawartej pod wpływem błędu kłopotliwe może okazać się co najwyżej rozliczenie wzajemnych roszczeń czytelnika i firmy kurierskiej. Przyjmuje się na ogół, że świadczenia stron przybierają w takiej sytuacji charakter świadczeń nienależnych. A te zgodnie z prawem należy zwrócić, a gdyby nie było to już możliwe – wypłacić ich wartość. Przewoźnik świadczy usługę, a usługi zwrócić nie sposób, a więc będzie musiał zwrócić czytelnikowi pobraną kwotę, a czytelnik przewoźnikowi – dokładnie tę samą kwotę. Trudno oczywiście oczekiwać, że firma kurierska podda się bez walki. Dlatego w takich sprawach niezwykle ważne jest pieczołowite gromadzenie dowodów. Najważniejszy będzie jakiś ślad tego, co zostało ujawnione na internetowej stronie przewoźnika – np. jej wydruk, obejmujący treści, których dotyczą zastrzeżenia czytelnika.

Więcej w oferta, reklama
Symbole i znaki rynku

Zauważono, że większość badań rynkowych opiera się na założeniu, iż konsumenci są świadomi własnych postaw i przekonań. Potrafią więc zrozumieć i wytłumaczyć swoje społeczne zachowania, a co za tym idzie,...

Zamknij