Dotacje UE to szansa i męka.

Przedsiębiorco, czekaja na Ciebie góry unijnych pieniędzy, ale najpierw musisz sie na nie wspiąć, pokonując orle percie drobiazgowych wniosków i ciasne przełęcze komisji kwalifikacyjnych.

Po dwóch latach od wejścia Polski do Unii Europejskiej nie ma już chyba przedsiębiorcy, który nie słyszał o możliwości uzyskania dotacji na dofinansowanie inwestycji. Unijne dotacje przestają być traktowane jak nierealne marzenie. Gra na pewno warta jest świeczki, jednak aby odpowiedzialnie podjąć decyzję o sięgnięciu po unijne pieniądze, warto zastanowić się, jakie przeszkody będziemy musieli pokonać na tej drodze. Spójrzmy, co czeka przedsiębiorcę, który chce się ubiegać o dotację zgodnie z ustawą o finansowym wspieraniu inwestycji.

Arkana wypełniania wniosków Przedsiębiorca niemający pojęcia o funduszach unijnych na pierwszym etapie musi ustalić, z jakiego wsparcia i w jakim trybie może skorzystać. Istnieje tu wiele źródeł informacji (choćby strona www.funduszestrukturalne.pl), ale laikowi trudno przedrzeć się przez gąszcz wiadomości i zrozumieć język aktów prawnych. Już na wstępie tworzy to pewną barierę dotarcia do unijnych pieniędzy. Ktoś, kto chciałby uzyskać naszą przykładową dotację, musi zapoznać się z Sektorowym Programem Operacyjnym – Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw (SPO – WKP), odnaleźć potrzebne wskazówki w niemal trzystustronicowym uzupełnieniu do tego programu oraz w instrukcji wypełniania wniosku, a także skorzystać z elektronicznego generatora wniosku, bez którego o dotacji nie ma mowy. Nic dziwnego, że wiele przedsiębiorstw rezygnuje z samodzielnego przygotowania dokumentów i coraz częściej zleca to wyspecjalizowanym firmom. To najlepszy dowód na to, jak nieprzystępne dla przedsiębiorców są dokumenty, które mają przecież udostępnić naszym firmom unijne pieniądze, a nie odgrodzić je murem papieru i biurokracji. Załóżmy jednak, że nasz przedsiębiorca nie lęka się byle czego i zasiada do przygotowywania wniosku. Musi pamiętać, że każdy wniosek podlega aż trzem ocenom: formalnej, techniczno-ekonomicznej i merytorycznej.

Etapy oceny wniosków

  • Ocena formalna. Tu weryfikowane będzie to, czy wniosek został złożony w terminie, czy wypełniliśmy wszystkie rubryki, a także czy dostarczyliśmy wymagane załączniki, i to w odpowiedniej formie (np. czy kopie są poświadczone notarialnie, a podpisy wnioskodawcy znajdują się we właściwych miejscach). Nie wiadomo, czemu nie przewidziano tu dość powszechnej w prawie administracyjnym możliwości usunięcia błędów formalnych w terminie 7 dni od złożenia wniosku. W efekcie drobne i na zdrowy rozsądek zupełnie nieistotne przeoczenie może z miejsca zdyskwalifikować wniosek o dotację na świetne, innowacyjne przedsięwzięcie dające wiele miejsc pracy i stanowiące gospodarczą dźwignię dla regionu. Z praktyki wynika, że na pierwszym etapie oceny odpada duża część wniosków. Z jednej strony sprawdzający mają mniej pracy na dalszych etapach, ale kto wie, ile mogło przepaść w ten sposób bardzo dobrych wniosków? Postulaty zezwolenia na usuwanie braków formalnych pozostają na razie bez echa. Przedsiębiorca musi więc przyłożyć się i wypełnić wniosek dokładnie tak, jak każe instrukcja.
  • Ocena techniczno-ekonomiczna. To najbardziej enigmatyczny etap ocen. Nasz wniosek nie będzie jeszcze otrzymywał punktacji decydującej o sukcesie w walce o dotację, ale musi spełnić wszystkie kryteria techniczno-ekonomiczne, aby dotrzeć do ostatniego etapu. Oceniana będzie m.in. kondycja finansowa przedsiębiorcy oraz to, czy gwarantuje ona pomyślną realizację inwestycji. Przedsiębiorca musi się już wykazać nie lada sprytem albo podeprzeć się czyimś doświadczeniem. W żadnych instrukcjach nie wyczyta bowiem, że w razie niewystarczających środków własnych i finansowania się zewnętrznego (np. poprzez kredyt bankowy lub pożyczkę udzieloną przez podmiot z grupy) do wniosku miał załączyć promesę bankową lub oświadczenie podpisane przez spółkę mającą udzielić pożyczki. Mimo dokładnego opisania źródeł finansowania we wniosku bez tych załączników zapewne otrzyma pismo o odrzuceniu wniosku ‚z powodu braku wiarygodnych źródeł finansowania projektu’. I nie będzie mógł dołączyć dodatkowych dokumentów (np. wspomnianej promesy), bo dowie się, że honorowane są tylko wtedy, gdy są załączone do wniosku. A promesa bankowa trochę kosztuje i trudno więc zakładać, że firma sama z siebie wyłoży na nią dodatkowe pieniądze, nie mając wcale pewności, że dostanie dotację.
  • Ocena merytoryczna. Do tego ostatniego etapu docierają nieliczni. Teraz wnioskom przyznawane są punkty – te najlepiej punktowane zdobywają unijne pieniądze. Dopiero na tym etapie istotne są fakty dotyczące inwestycji. Niektóre z nich, takie jak wartość projektu, lokalizacja, ilość utworzonych miejsc pracy, mają charakter obiektywny. Prawdziwa walka o cenne punkty odbywa się w innych obszarach. Decydujące znaczenie ma zwykle stopień innowacyjności inwestycji i bezpośredni pozytywny wpływ projektu na środowisko. Kluczowe okazują się tu zewnętrzne opinie potwierdzające te cechy projektu. Przewidujący przedsiębiorca od nich właśnie powinien zacząć analizę inwestycji jeszcze przed przygotowaniem wniosku o dotację. I na wynikach tych opinii potem oprze opis inwestycji we wniosku

.

Przyznano nam dotację! I co dalej? Po kilku miesiącach nerwowego oczekiwania przychodzi upragnione pismo o przyznaniu dotacji. Warto się cieszyć z tego sukcesu, ale nie dajmy się zwieść, że to koniec drogi przez mękę. Prawdziwy wysiłek dopiero przed nami. Po podpisaniu umowy o dofinansowanie będziemy musieli składać kwartalne, roczne i wreszcie końcowe sprawozdania z wykorzystania unijnych środków. Szybko okaże się, że kolejne przesyłane przez nas wersje tychże sprawozdań będą wymagały korekty z najbłahszych powodów, choćby braku kreski w polu, gdzie miało być zero.

Jeszcze trudniejsze będzie prawidłowe przygotowanie wniosków o płatność. Każdy przedstawiony dokument zapłaty musi być opisany zgodnie z fakturą, a faktura z kolei zgodnie z umową. Gdy np. umówimy się z wykonawcą na zatrzymanie kaucji na poczet potencjalnych wad obiektu budowlanego, wtedy okaże się, że suma dokonanych przez nas płatności nie zgadza się z całkowitą wartością tego obiektu. Będziemy musieli to dokładnie wyjaśniać, aby wniosek o płatność nie został zakwestionowany.

Kolejne problemy wynikną z tego, że we wniosku przedstawialiśmy de facto wizję przyszłego przedsięwzięcia. Jak to w życiu bywa, rzeczywistość różni się często od oczekiwań. Pozwolenie na budowę przewidziane na pierwszy kwartał otrzymamy więc dopiero w kwartale trzecim, a prace budowlane zaplanowane na luty może opóźnić długa i mroźna zima. Niestety, wniosek o dotację po podpisaniu umowy z Ministerstwem Gospodarki staje się częścią tejże umowy, a wtedy wszelkie w nim zmiany wymagają zgody ministerstwa i podpisania stosownego aneksu. Z praktyki wynika, że trudno znaleźć umowy, które nie byłyby zmieniane, czasami nawet wielokrotnie. A każda taka zmiana zabiera mnóstwo czasu.

A jednak warto się pomęczyć Powyższy krótki opis zmagań, na jakie narażony jest przedsiębiorca ubiegający się o dotacje unijne, może przerazić, ale należy pamiętać, że bijemy się o unijne pieniądze, bez których do pewnych inwestycji w ogóle by nie doszło. Czy zatem warto się tak męczyć i pracowicie wypełniać kratki, stawiać kreski we wnioskach? Bez wahania odpowiadam – warto.

Pytanie tylko, czy ta droga do unijnych funduszy musi być aż tak zniechęcająca i wyboista? A może sami sobie utrudniliśmy dostęp do tych pieniędzy poprzez nieżyciowe przepisy i skrajny formalizm w ich interpretacji? Unia daje nam tylko pieniądze i pewne wytyczne, ale nie ingeruje tak daleko, by określić, czy wnioskodawca może poprawić błędy formalne w świetnym wniosku na dużą i pożyteczną inwestycję. To my, Polacy, ustaliliśmy, że nie.

Więcej w dofinansowanie unijne, dotacje
Finansowanie ochrony środowiska w przedsiębiorstwie

Wyniki badań pokazują, że dla wielu firm przemysłowych mogących mieć problemy z negatywnym oddziaływaniem na środowisko brak środków jest głównym powodem nie podejmowania działań w tym zakresie. Środki lokowane w...

Zamknij