Matka Sukcesu – felieton

Wczoraj Prezes wyjechał. W końcu są wakacje, a on jest Prezesem. Ja też chętnie bym wyjechała, ale nie mam śmiałości prosić o urlop, bo dość krótko pracuję. Zresztą ja lubię pracować. A nasza Firma jest naprawdę bardzo fajna. Zresztą z kim miałabym wyjechać? No, ale to nie należy do tematu.Wczoraj Prezes wyjechał. W końcu są wakacje, a on jest Prezesem. Ja też chętnie bym wyjechała, ale nie mam śmiałości prosić o urlop, bo dość krótko pracuję. Zresztą ja lubię pracować. A nasza Firma jest naprawdę bardzo fajna. Zresztą z kim miałabym wyjechać? No, ale to nie należy do tematu. Przed swym wyjazdem Prezes wezwał do siebie Docenta. Rozmowa była chyba dosyć burzliwa. Nie zostałam poproszona ani o dwie kawy, ani o dwa kieliszki do koniaku, co przy spotkaniach tych dwóch panów jest regułą. W końcu drzwi otworzyły się dość gwałtownie, stanął w nich blady i z lekka potargany Prezes, poprosił o zamówienie taksówki na lotnisko i zniknął. Po chwili z gabinetu wyłonił się Docent, ciężko opadł na krzesło i w milczeniu wycierał sobie chusteczką pot z łysiny (jest dość gorąco). Bałam się odezwać, ale też – jak zwykle – nie musiałam. – Widzisz, dziecinko, będę dziś szczery, nie jest dobrze. Kryzys, powiedzmy to sobie otwarcie. Doszliśmy wspólnie do takiego wniosku, on się zdenerwował. Ale nie ja! Ja zawsze wiem, co i komu jest potrzebne. Wiesz, czego potrzebuje nasza Firma? – Nowych kredytów? – bąknęłam nieśmiało. – O, wypluj to słowo, a kysz! Sukcesu, dziecinko, potrzebujemy Sukcesu, przez duże „S”, czegoś spektakularnego, powalającego, czegoś, co wydawałoby się niemożliwe, co odbudowałoby naszą utraconą tożsamość ….(tu się trochę wyłączyłam, jak zwykle, kiedy Docent wpada w takie górne tony, ale po chwili zorientowałam się, że o coś mnie zapytał) No więc, kto według ciebie ma być autorem tego sukcesu? – Pan? – Raczysz żartować, mnie to zupełnie niepotrzebne. – Pan Prezes? – Nie, on też ma jakieś tam swoje zasługi. Odpowiedź brzmi: MY. My, cała Firma: ja, ty, Prezes, ja, kolega Darek, pan Zenek i pani Danusia z bufetu. Wszyscy! Trzeba obudzić ducha wspólnoty! Trochę się przestraszyłam, bo zaczął krzyczeć, ale po chwili przeszedł do konkretów. To ja mam zorganizować burzę mózgów, w trakcie której wszyscy będą przedstawiać pomysły działań na rzecz Sukcesu. Uwielbiam takie kreatywne wyzwania, więc dziś od rana nad tym pracuję. Sama opracowałam scenariusz takiej burzy: żadnych zebrań (przecież jestem zbyt nieśmiała, żeby takowe poprowadzić), żadnych telekonferencji ani dyskusji intranetowych (to bezduszne). Zamiast tego: mój letni kapelusz, przewiązany szeroką wstążką, na której napisałam „Nie pytaj, co Firma może zrobić dla Ciebie, zapytaj, co Ty możesz zrobić dla Firmy”. Powyżej ogłoszenie, że pomysły na Sukces należy anonimowo wrzucać na karteczkach do kapelusza. Do godziny dwunastej. Ładnie, prawda? Niektórym to naprawdę brakuje kultury! Parę minut po dwunastej wyjęłam wszystkie karteczki. Ręce mi się trzęsły, taka byłam podekscytowana i pełna nadziei. Zaczęłam czytać: „Wyrzucić tego darmozjada Docenta”, „Sprzedać Porsche Prezesa, to będzie spektakularny sukces finansowy”, „Może zatrudnić jeszcze kilka głupich asystentek?” „Kiedy będą podwyżki na produkcji, charujemy (tak napisał, prostak jeden) jak dzikie osły”. I jeszcze kilka w tym stylu. Banda niewdzięczników! Ale były też propozycje konstruktywne. Ktoś napisał, żeby w produkowanych przez nas urządzeniach (zapomniałam nazwy) rurki montować z prawej strony, co zaoszczędzi 12,43% energii, ktoś zaproponował, żeby pasy na parkingu pomalować na zielono, inny znów chce zwiększyć sprzedaż o 100%, ktoś ma pomysł, żeby zrobić fuzję z General Electric. I jeszcze sporo takich sensownych propozycji. Coś z tego będzie! Ale co? Mam taki mętlik w głowie, że chyba muszę na papierosa. Niech to diabli, miałam rzucać! Zwycięstwo! Paliłam i w otępieniu patrzyłam na stertę starych gazet, które zalegają w naszej palarni. Nagle wzrok mój padł na tytuł: „Czy ktoś pobije rekord 193 autorów?”. To było jakieś pismo naukowe po angielsku, pewnie żona Docenta robiła w domu porządki. Tekst był o tym, że jakiś artykuł naukowy z dziedziny fizyki został napisany przez 104 uczonych, a zaś inny, z medycyny – przez 193. I autor to krytykował, że przecież ilość nie przechodzi w jakość. Jasne! To samo z naszym Sukcesem. Jak będzie 150 różnych pomysłów, to przecież nigdy nie dojdziemy do ładu. Ktoś to musi wziąć w swoje ręce. Podjąć decyzję i wymyślić Sukces, który zadowoliłby wszystkich. Spojrzałam w lustro. Już wiedziałam, kto będzie tym kimś. Wróciłam do biurka, wzięłam do ręki dzisiejszy Express Poranny, odszukałam rubrykę „Biznes i Relaks” i zamówiłam na piątek salę na 100 osób w Kwadraturze Koła. To nowy klub. Firma Gośki miała u nich imprezę i podobno było genialnie. Wszyscy się świetnie bawili, opowiedziała mi mnóstwo anegdotek (były ze dwa rozwody). Wieczór naszej Firmy też na pewno będzie sukcesem, o przepraszam, Sukcesem. O cateringu pomyślę jutro, bo zrobiło się późno. Jestem z siebie naprawdę dumna. No cóż, mówi się, że Sukces ma wielu ojców. Ale matka jest tylko jedna. Do zobaczenia za miesiąc! Justyna

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zgodna orkiestra czyli jak zarządzać kompetencjami w dziale sprzedaży?

Niemal każda firma podatna na "nowinki" w zarządzaniu próbowała z mniejszym lub większym powodzeniem wdrażać tzw. systemy kompetencji. Systemy kompetencji weszły z impetem również do działów sprzedaży. W niektórych sytuacjach...

Zamknij